Zakup używanego samochodu a podatek od czynności cywilnoprawnych (PCC)

foto: pixabay

Kupno używanego samochodu to zwykle bardzo miła chwila. Jednak cena podana przy zakupie używanego auta to dopiero początek wydatków. O tak zwanym pakiecie startowym, czyli o tym, co należy wymienić i naprawić w samochodzie po jego zakupie, już pisaliśmy.

Teraz skupmy się na jeszcze jednym koszcie. Tym razem mowa o takim, którego unikanie może nieść ze sobą poważne, bo prawne, konsekwencje. O ile wymiana oleju po kupnie auta to dobra praktyka… o tyle opłacenie podatku to po prostu obowiązek.

Mowa o podatku PCC

PCC to podatek od czynności cywilnoprawnych. Aby go zapłacić, trzeba złożyć odpowiednią deklarację (druk PCC-3 lub PCC-3/A do pobrania tutaj – ten drugi w sytuacji gdy auto ma dwóch kupujących) w „swoim” urzędzie skarbowym lub przez internet albo listownie. Mamy na to 14 dni od momentu podpisania umowy kupna-sprzedaży pojazdu.

Podatek PCC przy kupnie samochodu wynosi 2 proc. wartości auta

Zanim do tego przejdziemy, wyjaśnimy jeszcze tylko, kto i kiedy jest z podatku zwolniony.

Po pierwsze, nie płacimy PCC, gdy kupujemy samochód od firmy. Jesteśmy więc zwolnieni z opłaty, gdy nabywamy auto w komisie (a komis jest jego właścicielem), w salonie czy od sprzedającego, który prowadzi działalność gospodarczą, a samochód był zarejestrowany na jego firmę.

Z podatku są zwolnione także transakcje na kwotę niższą niż 1000 zł. PCC nie płacą niepełnosprawni, kupujący samochód na własny użytek. Nie płaci się go też przy sprowadzaniu auta z zagranicy, jeśli wóz nie jest zarejestrowany w Polsce. Wtedy musimy jednak zapłacić akcyzę, której wysokość jest uzależniona od pojemności silnika. Więc i tak nie „uciekniemy” od podatków.

Czy można wpisać niższą kwotę na umowie?

To pokusa, której ulega wielu kupujących, którzy muszą zapłacić podatek. Skoro jego wysokość jest uzależniona od ceny samochodu (przy aucie za 20 tysięcy złotych to będzie 400 zł, przy wozie za 50 tysięcy – aż tysiąc), co by było, gdyby na deklaracji podatkowej wpisać niższą kwotę?

W teorii brzmi nieźle. W praktyce, urzędnicy weryfikują deklarację z cenami rynkowymi samochodu. W specjalnym katalogu sprawdzają, ile jest warty dany model, w danej wersji, z danego roku. Jeśli cena z deklaracji i cena rynkowa mocno się rozmijają, zostaniemy poproszeni o dopłatę podatku do takiej wysokości, w jakiej byłby naliczany od „prawidłowej” ceny.

Co w przypadku aut z usterką?

Oczywiście, może się zdarzyć, że kupimy samochód wyjątkowo tanio, bo na przykład ma jakąś awarię albo jest uszkodzony. W takiej sytuacji na druku deklaracji musimy uzasadnić, skąd wzięła się taka, a nie inna cena pojazdu. Wypiszmy, co wymaga wymiany albo naprawy. Dobrze mieć zdjęcia uszkodzeń, a także faktury na potwierdzenie wykonanych napraw, jeżeli już je robiliśmy. W razie dużych wątpliwości i składania odwołania od decyzji skarbówki, do gry może wejść rzeczoznawca powołany przez urząd. Jeśli przegramy, zostaniemy obciążeni kosztami działania specjalisty. Należy więc dokładnie policzyć, czy wchodzenie w spór ze skarbówka nam się opłaca. Zwykle przecież chodzi o dopłatę w wysokości 100-200 zł.

Co zrobić, jeśli zapomnieliśmy o podatku?

Niestety, z urzędem skarbowym nie ma żartów. Unikanie podatku od zakupu samochodu to wykroczenie lub przestępstwo skarbowe. Grożą za to surowe kary. Jeśli jednak zdarzyło nam się zapomnieć o zapłacie, należy złożyć oświadczenie (zwane czynnym żalem), w którym zobowiązujemy się do zapłacenia należności i odsetek. O tym, czy to wystarczy, decyduje naczelnik urzędu.

Warto jeszcze pamiętać, że urząd skarbowy przez pięć lat może zgłosić uwagi dotyczące zaniżonej ceny samochodu na deklaracji.

Podsumowując…

…po pierwsze, sprawdźmy, od kogo kupujemy samochód i kto jest jego właścicielem. Jeśli to firma, prawdopodobnie nie musimy nic płacić. Po drugie, jeśli już musimy zapłacić, nie „kombinujmy” z ceną samochodu – ani na umowie, ani na deklaracji. To i tak na nic się nie zda. Pamiętajmy o opłaceniu należności w terminie i… zachowajmy na nią odpowiednią kwotę. W przypadku droższych samochodów, „niewinne” 2 procent wartości może okazać się sporą sumą. Warto o tym pamiętać, zastanawiając się, czy kupić auto od prywatnego, czy instytucjonalnego sprzedawcy.

Źródło: Spotawheel.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zostaw swój komentarz
Wpisz swoje imię